Wiatr delikatnie
rozrzucił jej włosy po poprzecinanym zmarszczkami czole. Delikatne
kosmyki rozsypały się po jasnej skórze niczym bierki wyrzucone
niewprawną ręką. Spoglądał na nią zastanawiając się, w którym
momencie, wszystko co było nią, stało mu się obce. Minęło tak
wiele lat, gdy po raz ostatni się spotkali. Tacy wówczas młodzi,
wierzący naiwnie, że drogi przed nimi są pełne szczęścia i
możliwości. Kochał ją, kochał jeszcze długo po tym, gdy obrała
drogę, która nie była znaczona jego śladami. Patrzył na jej siwe
włosy, długie rzęsy i jasną skórę, jakby chciał rozpoznać w
niej przeszłość, która ją bezpowrotnie zabrała. Jej zapach
przywoływał tak wiele wspomnień. Jak bardzo by chciał wrócić
tam, gdzie zaczynało się to, co przez większą część swego
życia nosił w sobie jak bliznę. Bliznę krwawiącą tym mocniej,
im więcej sytuacji, zdarzeń i ludzi kazało mu wierzyć, że nic
już nie będzie takie, jak dawniej.
Wybaczyłeś mi? -
zapytała.
Odwrócił od niej
wzrok. Spojrzał w dal, gdzieś gdzie linia horyzontu znaczona
grzywami fal stykała się z niebem. Czy jej wybaczył? Nigdy nie
zadał sobie tego pytania. Nigdy nie pomyślał o tym w ten sposób.
Jakie to miało znaczenie? Życie wytyczyło nowe ścieżki, zawiodło
na nieznane terytoria, na których zadawanie tego pytania nie miało
najmniejszego sensu. Gdzieś w oddali rybak walczył z siecią, która
zaplątała się w dryfujący konar. Zmagania rybaka wydawały się
bezowocne, tak samo jak jego próby rozprucia tej sieci, w którą
przed laty uwięziła jego serce. Wiatr coraz mocniej kołysał równe
łany świeżej trawy. Uwielbiał ten widok. Koiła go świadomość,
że są rzeczy, które trwają niezależnie od okoliczności. Jest
zaledwie małym punktem, na mapie życiorysów tych, którzy byli tu
przed nim i nastaną po nim. Spojrzał na nią. Była spokojna,
poważna. Jednak nie miała już w sobie tej iskry, którą porwała
kiedyś jego serce.
A czy ty sobie
wybaczyłaś? - zapytał.
Nie spojrzała na
niego. Gdzieś w głębi szukała odpowiedzi na to pytanie. A może
już ją znała? Wpatrywała się w kłębiące fale. Kiedyś
wydawały się jej pełne życia, dzisiaj już nic nie miało w sobie
tej energii. Coś się kończyło. Czuła, że jej wędrówka dobiega
końca. Nie wie po co tu przyjechała. Może chciała go jeszcze raz
zobaczyć? Może chciała mu coś powiedzieć? Coś kazało jej
wrócić w to miejsce. Może to właśnie był ten ostatni punkt,
którym chciała połączyć wszystkie linie, które wyznaczyło jej
życie? Odwróciła wzrok w jego stronę. Odszedł. Dostrzegła w
oddali jego postać schodzącą ze zbocza. Jego przygarbione ciało
chybotliwie łapało równowagę na śliskich kamiennych stopniach.
Był słaby, zmęczony.
Poczuła delikatne
krople na twarzy. Tylko nie wiedziała, czy to deszcz, czy łzy…